Cały tydzień: 30.IX – 06.X

 

 

Niedziela

Niedziela XXVI tygodnia okresu zwykłego

Dzisiejsze czytania

(Lb 11, 25-29)
Pan zstąpił w obłoku i mówił z Mojżeszem. Wziął z ducha, który był w nim, i przekazał go owym siedemdziesięciu starszym. A gdy spoczął na nich duch, wpadli w uniesienie prorockie. Nie powtórzyło się to jednak. Dwóch mężów pozostało w obozie. Jeden nazywał się Eldad, a drugi Medad. Na nich też zstąpił duch, bo należeli do wezwanych, tylko nie przyszli do namiotu. Wpadli więc w obozie w uniesienie prorockie. Przybiegł młodzieniec i doniósł Mojżeszowi: "Eldad i Medad wpadli w obozie w uniesienie prorockie". Jozue, syn Nuna, który od młodości swojej był w służbie Mojżesza, zabrał głos i rzekł: "Mojżeszu, panie mój, zabroń im!" Ale Mojżesz odparł: "Czyż zazdrosny jesteś o mnie? Oby tak cały lud Pana prorokował, oby mu dał Pan swego ducha!"

(Ps 19 (18), 8 i 10. 12-13. 14)
REFREN: Nakazy Pana są radością serca

Prawo Pańskie jest doskonałe i pokrzepia duszę,
świadectwo Pana jest pewne, nierozważnego uczy mądrości.
Bojaźń Pana jest szczera i trwa na wieki,
sądy Pana prawdziwe, wszystkie razem słuszne.

Zważa na nie Twój sługa
i nagrodę otrzyma za ich przestrzeganie.
Kto jednak widzi swoje błędy?
Oczyść mnie z błędów przede mną ukrytych.

Także od pychy broń swojego sługę,
by nie panowała nade mną.
Wtedy będę bez skazy
i wolny od wielkiego występku.

(Jk 5, 1-6)
A teraz wy, bogacze, zapłaczcie wśród narzekań na utrapienia, jakie was czekają. Bogactwo wasze zbutwiało, szaty wasze stały się żerem dla moli, złoto wasze i srebro zardze wiało, a rdza ich będzie świadectwem przeciw wam i toczyć będzie ciała wasze niby ogień. Zebraliście w dniach ostatecznych skarby.Oto woła zapłata robotników, żniwiarzy z pól waszych, którą zatrzymaliście, a krzyk żniwiarzy doszedł do uszu Pana Zastępów. Żyliście beztrosko na ziemi i wśród dostatków tuczyliście serca wasze w dniu rzezi. Potępiliście i zabiliście sprawiedliwego. Nie stawiał wam oporu.

(J 17, 17ba)
Słowo Twoje, Panie, jest prawdą, uświęć nas w prawdzie.

(Mk 9, 38-43. 45. 47-48)
Apostoł Jan rzekł do Jezusa: "Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy, i zaczęliśmy mu zabraniać, bo nie chodzi z nami". Lecz Jezus odrzekł: "Przestańcie zabraniać mu, bo nikt, kto uczyni cud w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami. Kto wam poda kubek wody do picia, dlatego że należycie do Chrystusa, zaprawdę, powiadam wam, nie utraci swojej nagrody. A kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu lepiej byłoby kamień młyński uwiązać u szyi i wrzucić go w morze. Jeśli zatem twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła. Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie ginie i ogień nie gaśnie".

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Warto zrobić wszystko, żeby nie czynić zła i nie być powodem zgorszenia, ale przede wszystkim, żeby pozostać wiernym Jezusowi. Ta wierność ma czasem bardzo wysoką cenę; gdy cięcia muszą być aż tak radykalne i bolesne, że mocne Chrystusowe porównanie do odcięcia ręki czy wyłupienia oka okazuje się bardzo trafne. Wybór tego, co trudne, ze względu na Chrystusa wymaga niekiedy heroizmu. Bóg jednak daje nam moc wytrwania w dobru. Trzeba tylko z ufnością przylgnąć do Niego i zanurzyć się w Jego miłości.

Anna Lutostańska, "Oremus" wrzesień 2003, s. 110

 

Kamień młyński

Młody nauczyciel wybrał się z grupą młodzieży na obóz wędrowny. Po trzech dniach część dziewcząt wróciła do domu. Uciekły. Wychowawca potraktował obóz jako szkolenie w dziedzinie życia seksualnego. Młodzi ludzie wyjechali, by odpocząć, by ubogacić serce, a zostali zgorszeni. O takim człowieku Chrystus powiedział: „Byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze” /Mk 9, 42b/.

Matka dowiaduje się, że jej córka spodziewa się dziecka. Pod pozorem badania zawozi ją do lekarza i wbrew jej woli ginekolog dokonuje zabiegu. Córka znienawidziła matkę, uciekła z domu i do niego już nie wróciła. Ze łzami w oczach mówi o innym, lepszym rozwiązaniu: „Powinna była mnie zamordować, gdy nosiła mnie pod swoim sercem. Mordując moje dziecko uszkodziła moje serce. Ja nie potrafię jej już kochać”. Jezus mając na uwadze taką matkę powiada: „Byłoby lepiej uwiązać kamień młyński i wrzucić w morze”.

Kapłan, sługa Boga, wyszedł na chwiejnych nogach do ołtarza. Z trudem sprawował Najświętszą Ofiarę. Ministranci pouciekali. Ludzie opuścili kościół i przez tydzień nie mówili o spotkaniu z Bogiem, lecz o Jego pijanym kapłanie. W następną niedzielę część z nich już nie przyszła do kościoła. Zgorszeni. To o takim kapłanie Jezus powiedział: „Byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze”.

To aż dziw bierze, jak nie chcemy wziąć na serio tej wypowiedzi Jezusa. Ona jest przeraźliwie konkretna. Kamień młyński u szyi, aby już nigdy utopiony nie wrócił do życia, aby nikogo nie zgorszył. Lepsza dla niego śmierć, niż obciążenie sumienia zgorszeniem. Co za niesamowita odpowiedzialność! Zbyt straszne jest rozwiązanie podane przez Jezusa, byśmy mieli odwagę zastosować je w praktyce. A przecież jest to rozwiązanie wskazane przez Zbawiciela, jest to wskazanie pełne miłości, i to miłości do potencjalnego gorszyciela. Bo jeśli nie można uniknąć zła, to należy wybrać mniejsze zło. Mniejszym zaś jest śmierć tego, kto ma gorszyć, niż zgorszenie, którego się dopuścił. Zgorszenie bowiem jest równoznaczne z wprowadzeniem drugiego człowieka na drogę nieszczęścia.

Gdyby rodzice odczytali to wezwanie Jezusa, ich troska o dobro dziecka byłaby tysiące razy większa. Inaczej podeszliby do programu telewizyjnego, do towarzystwa, z jakim dziecko przestaje, do książki, jaka jest w jego ręku. Baczniej obserwowaliby ludzi współpracujących z nimi w wychowaniu dziecka.

Zło zgorszenia jest straszne z tej racji, że w praktyce nie można go naprawić. To jest tak głębokie uszkodzenie serca, że ono jest ranne na całe życie. Wprawdzie rana z biegiem czasu się zabliźni, ale to serce jest osłabione. Tylko cud łaski może doprowadzić do tego, że zgorszenie zostanie potraktowane przez zgorszonego jako bolesna lekcja życia. Takie spojrzenie wymaga jednak dużej dojrzałości i z reguły upływają całe lata, zanim człowiek do tego dojdzie.

Świat staje się zły głównie drogą zgorszenia. Ono czasem działa na zasadzie szoku, częściej jednak na zasadzie trucizny muchomora sromotnika. Gdy się go spożywa, człowiek o tym nie wie, ale po pewnym czasie jego działanie jest już śmiercionośne. Chrystus w trosce o dobro gorszyciela powiada: „Byłoby lepiej uwiązać kamień młyński. ..”. Rzecz jasna chodzi tu o to, by nie dopuścić do zgorszenia. Jezus nie wzywa do mordowania gorszycieli. Nie tak należy rozumieć Jego słowa. Jezus wzywa, by do zgorszenia nie dopuścić, nawet za cenę krzywdy wyrządzonej potencjalnemu gorszycielowi.

Gorszyciela wzywa do nawrócenia i do wzięcia odpowiedzialności za popełnione zło. Kto zgorszył jednego człowieka winien, życie poświęcić dobrym dziełom, by budować ludzi swoim przykładem, by ratować, gdy wchodzą na niewłaściwą drogę. Kto stał się błędnym drogowskazem, niech tak ustawi swe życie, by wszystkim wskazywać drogę dobra, sprawiedliwości, szczęścia.

Słowa Jezusa o kamieniu młyńskim uwiązanym u szyi winny z racji swej przerażającej ostrości dotrzeć do świadomości każdego człowieka i sparaliżować każdy ruch, gest, słowo, które może uczynić gorszym drugiego człowieka.

Ks. Edward Staniek

 

Monopol na Bożą łaskę

Zdanie: „Prawda jest tylko w Kościele Chrystusa”, jest do przyjęcia jedynie wówczas, gdy się uznaje, że Kościół Chrystusa jest wszędzie tam, gdzie jest prawda. Zbyt wielu ludzi chciałoby zmonopolizować łaskę Bożą i zamknąć ją w instytucji. Kościół Apostolski jest odpowiedzialny za głoszenie Ewangelii na ziemi i za wiarygodność słowa przepowiadanego, ale mając jasne upomnienie zarówno Mojżesza jak Jezusa, bynajmniej nie chce ograniczyć działania Bożego wyłącznie do zasięgu swego instytucjonalnego działania.

Warto zatrzymać się nad wymownymi tekstami Biblii. Oto w Księdze Liczb czytamy, iż Mojżesz sterujący życiem narodu wybranego, przez radę siedemdziesięciu starszych, przekazał im ducha prorockiego. Dwu z nich nie było na zebraniu, a przebywali w obozie, ale Duch wypełnił również ich. Jozue z zazdrości prosi Mojżesza, by im zabronił prorokowania. Mojżesz wytyka zazdrość synowi Nuna i wyraża swoją radość z Bożego działania wykraczającego poza ludzkie obliczenia. Chciałby, by cały lud prorokował.

Mojżesz rozmawiał z Bogiem twarzą w twarz, on wiedział, że nikt nie może mieć monopolu na działanie Boga, wiedział, że trzeba się radować każdym znakiem tego działania w świecie.

Historia się powtarza w życiu Jezusa. Oto uczniowie donoszą Mu, że ktoś nie należący do ich grona, w imię Jezusa wyrzucał złe duchy i zabronili mu. Typowo monopolistyczne myślenie uczniów Chrystusa. Mistrz prostuje ich poglądy i domaga się, by nie przeszkadzali tym, którzy czynią cuda w Jego imię.

Co więcej, Jezus stara się podprowadzić uczniów do bardzo pozytywnego oceniania ludzi. Jego zdaniem: „Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami”. Jest to istotny element apostolskiego działania. Traktować wszystkich, którzy nie są wrogami, jako swoich sprzymierzeńców potrafi jedynie ten, kto nie jest ciasny, nie domaga się zawsze i wszędzie zdecydowanego opowiedzenia się „za” i „przeciw”. Wielkie decyzje dojrzewają czasem latami. Każdy nacisk na ich przyspieszenie może okazać się na dłuższą metę zgubny. Do takich decyzji należy opowiedzenie się po stronie Jezusa. Mistrz radzi, by wszystkich, którzy nie są przeciwnikami traktować jako swoich. Łaska do nich trafi, gdy nadejdzie ich godzina.

Te dwa wydarzenia — jedno ze Starego Testamentu, drugie z Ewangelii — należy dokładnie przemyśleć i przenieść we własne życie. Nie dziwmy się, gdy Duch Święty działa daleko poza granicami, w których widzialnie Kościół organizuje życie. Miejmy odwagę zaufać Bogu wtedy, gdy nawet nasi bliscy nie dorastają jeszcze do zdecydowanego opowiedzenia się po stronie Kościoła. Czasem trzeba czekać na taką decyzję całymi latami. Czekanie to z naszej strony winno zamienić się w usilną modlitwę oraz w wielką życzliwość dla nich. Te dwa duchowe ramiona nie pozwolą im odejść i zginąć.

Tak często według ludzkich obliczeń wypadałoby załamać ręce śledząc ścieżki, jakimi daleko od Kościoła wędruje wielu ludzi. Działanie łaski przekracza na szczęście ludzkie obliczenia, co pozwala ufać w potęgę modlitwy i naszej ofiary. Warto o tym pamiętać, gdy obok jest wielu ludzi uprzedzonych do urzędowych przedstawicieli Kościoła, a otwartych na działanie Ducha. Wcześniej czy później ten Duch doprowadzi ich do spotkania z przebaczającym Bogiem i wprowadzi we wspólnotę świętych. Kościół, który od strony duchowej jest wielkim świętych obcowaniem, ogarnie każdego, kto przyjmuje łaskę. Jeśli się to dokona jeszcze tu na ziemi i dotrze do świadomości danego człowieka, przeżywającego przebaczającą miłość Boga, dostrzeże on i przebaczającą miłość Kościoła jako braterskiej wspólnoty żyjącej Ewangelią.

Ks. Edward Staniek

 

Daj mi, o Panie, mądrość zstępującą z góry, skłonną do zgody, ustępliwą, pełną miłosierdzia (Jk 3, 17)

Dzisiejsze pierwsze czytanie (Mdr 2, 17-20) powtarza słowa szyderstwa i nienawiści, które grzesznicy miotają przeciw Sprawiedliwemu, knując Jego zgubę: „Jeśli sprawiedliwy jest synem Bożym, Bóg ujmie się za Nim i wyrwie Go z ręki przeciwników... Dotknijmy Go obelgą i katuszą... zasądźmy Go na śmierć haniebną” (tamże). Postępowanie Sprawiedliwego jest nieustannym wyrzutem dla złych, którzy przeciwstawiają się spiskując przeciw Niemu, by Go oczernić i uwolnić się od Niego. Tak było zawsze, od najdawniejszych czasów, aż do dzisiejszego dnia. Tak postąpiono zwłaszcza z Panem naszym Jezusem Chrystusem, Skazanemu „na śmierć haniebną” ubliżano tymi samymi słowami, które zostały napisane kilka wieków przedtem: „Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje. Przecież powiedział: Jestem Synem Bożym” (Mt 27, 43). Rozumiemy więc, dlaczego w Księdze Mądrości chrześcijaństwo zawsze widziało zapowiedź męki Pana. Liturgia również odwołuje się do takiego jej znaczenia, umieszczając ją jako tło dla dzisiejszej Ewangelii (Mk 9,30-37), która rozwija przemówienie o Męce (zob. niedziela poprzednia). „Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie” (tamże 31). Pan nie oddziela nigdy zapowiedzi swojej męki od zapowiedzi zmartwychwstania, które ją wieńczy i rzuca światło na jej znaczenie. Uczniowie natomiast patrzą jedynie na mękę i przerażeni starają się ją odsunąć. Ewangelista zaznacza, że „bali się Go pytać” (tamże 32) o to. Woleli unikać i nie znać tego tematu. Zdumiewające jest natomiast, jak rozprawiają między sobą, „kto z nich jest największy” (tamże 34). Oto mentalność człowieka ziemskiego uciekającego przed krzyżem, a starającego się zyskać trochę chwały, zapewnić sobie dobre miejsce — nawet ponad innymi. Uczniowie domyślają się, że takie uczucia nie podobają się Panu, i dlatego ukrywają je przed Nim. On jednak czytając w ich sercach mówi: „Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich” (tamże 35), co On sam uczynił w czasie swojej męki: sprowadził się do roli sługi, niewolnika ludzi i poniósł śmierć za nich jak ostatni ze złoczyńców; lecz zmartwychwstając stanie się pierwszym, pierworodnym między wielu braćmi nabytymi za cenę swojej krwi. I Jezus chcąc przedstawić wyraźniej swoją naukę, „wziął dziecko, postawił je przed nimi... objąwszy je ramionami” (tamże 36). Pokazał w ten sposób, że Bóg upodobał sobie nie w wielkich, lecz w maluczkich, ostatnich, którym została zapewniona nie chwała ziemska, lecz królestwo niebieskie (Mt 19, 14); kto chce stać się sługą, powinien służyć przede wszystkim maluczkim, słabym, ubogim, potrzebującym, w których Pan sam z upodobaniem rozpoznaje siebie. „Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz tego, który Mnie posłał” (Mk 9, 37). Droga pewna, aby spotkać się z Jezusem, a w Nim z Ojcem, jest zawsze drogą pokory i miłosnej służby maluczkim, pokornym, ubogim, bez wzdragania się, chociaż na tej drodze napotka się krzyż, jak napotkał go Pan. Pokora, duch ofiary i miłość uwalniają człowieka od zazdrości i ducha sporów, o którym mówi św. Jakub w drugim liście (Jk 3, 16-4, 3), uwalniają go od namiętności, od których zaczynają się wszystkie wojny i spory, nawet i te podjęte, by wywalczyć sobie pierwsze miejsca. Co więcej, przymioty te czynią go uczestnikiem „mądrości zstępującej z góry”, która jest „skłonna do zgody, ustępliwa, łagodna, pełna miłosierdzia i dobrych owoców” (tamże 17).

  • Czy kto widział kiedy tak wielką pokorę, jak Boga upokorzonego w roli człowieka? Najwyższą wzniosłość, jaka zstąpiła do takiej niskości, jaką jest nasze człowieczeństwo? O słodkie i umiłowane Słowo, stałoś się posłuszne aż do haniebnej śmierci na krzyżu, cierpliwe, w tak wielkiej łagodności, że nie słyszano krzyku ani żadnego szemrania... O słodkie i umiłowane Słowo, nasycono Cię cierpieniem i okryto hańbą, uraczono zniewagami, obelgami i podłością, zniosłeś głód i pragnienie, Ty, który nasycasz każdego zgłodniałego tak wielkim ogniem i rozkoszą miłości. Nie odkładałeś naszego zbawienia, i wytrwałeś w wypełnianiu go mimo naszego niezrozumienia i niewdzięczności... Oto Twoja nauka i życie, jakie nam dałeś. A my, nędznicy pożałowania godni, pełni błędów... postępujemy całkiem przeciwnie. O ofiarowany i umiłowany Baranku, napój mnie krwią swoją... I jak Ty, Chryste błogosławiony, nie zaprzestałeś dla żadnego cierpienia dokonywać naszego zbawienia, tak spraw, aby Twoja oblubienica nie przestała... dla żadnego cierpienia, zmęczenia, dla głodu czy pragnienia, czy innej konieczności, działać nieustannie na cześć Twoją... ani nie zaprzestała służyć bliźniemu swemu, ani też starać się o swoje zbawienie czy to wskutek doznawanej niewdzięczności, czy też niezrozumienia nie uznającego Twojej służby (św. Katarzyna ze Sieny).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 218

Do góry

Książka na dziś

Jezus do….(komplet 4 książek)

Jezus do….(komplet 4 książek)

ks. Dolindo Ruotolo

W odpowiedzi na krzyk ostrzegawczy przemawia spokojnym głosem nasz Autor, mający za sobą nie tylko wiele przeżytych lat, ale też doświadczenia boskie i ludzkie: słuchać tego, co mówi, znaczy usłyszeć, jak wszelkie mity rozwodowe upadają z hukiem...

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.

1 PAŹDZIERNIKA 2018

Poniedziałek XXVI tygodnia okresu zwykłego

wspomnienie świętej Teresy od Dzieciątka Jezus, dziewicy, doktora Kościoła

Dzisiejsze czytania

(Hi 1, 6-22)
Pewnego dnia, gdy synowie Boży przyszli stawić się przed Panem, Szatan też przyszedł z nimi. I rzekł Bóg do Szatana: "Skąd przychodzisz?" Szatan odrzekł Panu: "Przemierzałem ziemię i wędrowałem po niej". Mówi Pan do Szatana: "A zwróciłeś uwagę na sługę mego, Hioba? Bo nie ma na całej ziemi drugiego, kto by tak był prawy, sprawiedliwy, bogobojny i unikający grzechu jak on". Szatan na to do Pana: "Czyż za darmo Hiob czci Boga? Czyż Ty nie ogrodziłeś zewsząd jego samego, jego domu i całej majętności? Pracy jego rąk pobłogosławiłeś, jego dobytek na ziemi się mnoży. Wyciągnij, proszę, rękę i dotknij jego majątku! Na pewno Ci w twarz będzie złorzeczył". Rzekł Pan do Szatana: "Oto cały majątek jego w twej mocy.Tylko na niego samego nie wyciągaj ręki". I odszedł Szatan sprzed oblicza Pańskiego. Pewnego dnia, gdy synowie i córki jedli i pili w domu najstarszego brata, przyszedł posłaniec do Hioba i rzekł: "Woły orały, a oślice pasły się tuż obok. Wtem napadli Sabejczycy, porwali je, a sługi mieczem pozabijali, ja sam uszedłem, by ci o tym donieść". Gdy ten jeszcze mówił, przyszedł inny i rzekł: "Ogień Boży spadł z nieba, zapłonął wśród owiec oraz sług i pochłonął ich. Ja sam uszedłem, by ci o tym donieść". Gdy ten jeszcze mówił, przyszedł inny i rzekł: "Chaldejczycy zstąpili z trzema oddziałami, napadli na wielbłądy, a sługi ostrzem miecza zabili. Ja sam uszedłem, by ci o tym donieść". Gdy ten jeszcze mówił, przyszedł inny i rzekł: "Twoi synowie i córki jedli i pili wino w domu najstarszego brata. Wtem powiał szalony wicher z pustyni, poruszył czterema węgłami domu, zawalił go na dzieci, tak iż poumierały. Ja sam uszedłem, by ci o tym donieść". Hiob wstał, rozdarł szaty, ogolił głowę, upadł na ziemię, oddał pokłon i rzekł: "Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę. Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione! "W tym wszystkim Hiob nie zgrzeszył i nie przypisał Bogu nieprawości.

(Ps 17 (16), 1bcd. 2-3. 6-7)
REFREN: Nakłoń swe ucho, usłysz moje słowo

Rozważ, Panie, moją słuszną sprawę,
usłysz me wołanie,
wysłuchaj modlitwy
moich warg nieobłudnych.

Niech wyrok o mnie wyjdzie od Ciebie,
Twoje oczy widzą to, co sprawiedliwe.
Choćbyś badał moje serce i przyszedł do mnie nocą,
i doświadczał mnie ogniem,
nieprawości we mnie nie znajdziesz.

Wołam do Ciebie, bo Ty mnie, Boże, wysłuchasz,
nakłoń ku mnie swe ucho, usłysz moje słowo.
Okaż przedziwne miłosierdzie Twoje,
Zbawco tych, którzy się chronią przed wrogiem
pod Twoją prawicę.

(Mk 10, 45)
Syn Człowieczy przyszedł, żeby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu.

(Łk 9, 46-50)
Uczniom Jezusa przyszła myśl, kto z nich jest największy. Lecz Jezus, znając tę myśl w ich sercach, wziął dziecko, postawił je przy sobie i rzekł do nich: "Kto by to dziecko przyjął w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto by Mnie przyjął, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto bowiem jest najmniejszy wśród was wszystkich, ten jest wielki". Wtedy przemówił Jan: "Mistrzu, widzieliśmy, jak ktoś w imię Twoje wypędzał złe duchy, i zaczęliśmy mu zabraniać, bo nie chodzi z nami". Lecz Jezus mu odpowiedział: "Przestańcie zabraniać; kto bowiem nie jest przeciwko wam, ten jest z wami".

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Święta Teresa od Dzieciątka Jezus (1873-1897) opisuje swoje przylgnięcie do Boga jako napełnienie serca miłością, zapomnienie o sobie i poczucie szczęścia. Ukazuje nowy obraz świętości: być świętym to zaufać Bogu, przylgnąć do Niego jak małe dziecko. Tylko tak możemy znaleźć się w ramionach Jezusa, a te ramiona są jak winda do nieba. Dlatego nie trzeba być wielkim, by zdobyć niebo. Przeciwnie; trzeba być małym, ciągle mniejszym i mniejszym. A ta małość nie ma nic wspólnego z poniżaniem siebie, lecz jest ufnym powierzeniem się Bogu.

Małgorzata Konarska, "Oremus" październik 2007, s. 4

Do góry

 

DUCH PRZYBRANIA

Duchu Święty, wspieraj swym świadectwem mego ducha, że jestem dzieckiem Bożym (Rz 8, 16)

„Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy!” (1 J 3, 1). Właśnie dlatego, że łaska usynowienia jest dziełem miłości, w szczególny sposób przypisuje się ją Duchowi Świętemu, Duchowi miłości. On pragnie ukształtować w chrześcijaninie prawdziwą świadomość dziecka Bożego, tak aby był nim nie tylko z imienia, lecz istotnie, w rzeczywistości życia. Poucza go postępować „nie w duchu niewoli”, lecz według „ducha przybrania za synów” (Rz 8, 15), naśladując uczucia Jezusa względem Ojca: miłość, ufność, całkowite oddanie się.

„Wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi” (tamże 14). Nie chodzi tutaj o przewodnika zewnętrznego, lecz wewnętrznego, który człowieka przekształca, porusza, pobudza od wewnątrz, wlewając weń nowe uczucia, afekty, pragnienia. Jest to możliwe właśnie dlatego, że Duch Święty został dany wierzącym i przebywa w nich (Rz 5, 5; 8, 9). Posiadać Ducha Świętego we własnym sercu, a nie pozwolić się Mu prowadzić, nie przyjmować Jego natchnień, to udaremnić swój rozwój jako dziecka Bożego i skazać się na pewnego rodzaju duchowy rachityzm.

Przybranie za dzieci jest łaską, która powinna przeniknąć całe życie wierzącego; lecz to wymaga nieustannej wierności Duchowi Świętemu. Poza tym łaska usynowienia jest darem danym jako pierwociny owoców, które dojrzeją w pełni dopiero w chwale wiecznej: „my sami, którzy już posiadamy pierwsze dary Ducha — mówi Apostoł — my również całą istotą swoją wzdychamy oczekując odkupienia naszego ciała” (tamże 23). Chrześcijanin dopóki żyje na ziemi, oczekuje pełnego odkupienia, kiedy również jego ciało uczestniczyć będzie w chwale dzieci Bożych. Teraz zaś, w okresie oczekiwania, nie może uważać się za syna w pełni doskonałego, lecz za takiego, który dopiero się kształtuje na drodze głębszego odrodzenia i odnowienia przez Ducha Świętego. Jeśli otworzy się całkowicie na wpływ Ducha, to Duch usynowienia udzieli mu zmysłu nadprzyrodzonego, który jest owocem Jego daru, i uczyni go zdolnym i chętnym myśleć i działać jako prawdziwe dziecko Boże.

  • O Miłości nieskończona, która pochodzisz od Ojca i Syna, udziel mi Ducha usynowienia, naucz mnie działać zawsze jako prawdziwe dziecko Boże. Przebywaj we mnie, spraw, abym ja przebywał w Tobie i miłował, jak Ty miłujesz. Jestem niczym bez Ciebie... nic nie znaczę, utrzymuj mnie w zjednoczeniu z sobą, napełniaj swoją miłością, abym przez Ciebie trwał w zjednoczeniu z Ojcem i Synem...
    Udziel mi łaski, abym ochotnie odpowiadał na Twoje boskie dotknięcia; daj, abym pozwolił prowadzić się Tobie, abyś mógł wyzwolić we mnie w pełni tę Bożą łaskę nadprzyrodzonego usynowienia, jakiej Ojciec raczył mi udzielić, a Syn wysłużyć. Jakże głębokiej radości i wewnętrznej wolności kosztuje dusza, która się w ten sposób poddaje Twojemu działaniu! Ty, o Boski Duchu, pozwalasz jej osiągnąć owoce świętości miłe Bogu... Swoim dotknięciem nieskończenie delikatnym dokonujesz w niej dzieła Jezusa, lub raczej kształtujesz w niej Jezusa... aby dzięki Twojej pracy odtworzyła w sobie, na chwałę Ojca, rysy tego synostwa Bożego, jakie posiadamy w Chrystusie Jezusie (K. Marmion: Chrystus życiem duszy I, 6).
  • O Duchu Święty, przyjdź do mnie i bądź moim Mistrzem wewnętrznym... Podsuwaj mi wszystko, przypominaj wszystko, co powiedział Jezus, prowadź mnie, weź w swoje ręce kierownictwo całego mojego jestestwa, wspomagaj moją słabość, uzupełniaj moje braki...
    Naucz mnie cenić każde Twoje nawet najmniejsze natchnienie! Ono jest cenniejsze niż cały świat — choćby to było najmniejsze natchnienie powstrzymania się od jakiegoś słowa czy spojrzenia... — jest to bowiem małe „powołanie”, wezwanie, aby wejść głębiej w boską zażyłość, a jeżeli odpowiem na nią wiernie, wzrosnę w łasce i miłości... Dopomóż mi unikać każdej najmniejszej niewierności, każdego najmniejszego wahania, bym nie odmówiła Ci niczego... a wówczas światło zawsze będzie wzrastać, a miłość stanie się przepaścią, której zgłębić nie można. Lecz wiem, że w praktyce często upadnę, uchybię — Boże mój! byleby tylko niedobrowolnie! — jednak Ty mnie uczysz, że nawet w tym razie powinnam powstać natychmiast, poddać się zaraz Twojemu wpływowi, przez akt miłości, nie ulegając niepokojowi ani zniechęceniu, ponieważ Duch Twój jest słodki: „O jak słodki jest Twój Duch, Panie!” (Mdr 12, 1) (s. Karmela od Ducha Świętego).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 255

Do góry

Książka na dziś

Różaniec. Modlitwa kontemplacyjna dla każdego. Metoda św. Jana Pawła II

Różaniec. Modlitwa kontemplacyjna dla każdego. Metoda św. Jana Pawła II

Robert Feeney

Niniejsza książka opisuje metodę na modlitwę różańcową wg św. Jana Pawła II. To świetny podręcznik modlitwy, którą Papież nazywał „szkołą Maryi” i „modlitwą kontemplacyjną, która jest dostępna dla wszystkich”. Opisując tę metodę w 10 krokach, autor daje nam do naśladowania konkretny i praktyczny wzorzec.

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.

2 PAŹDZIERNIKA 2018

Wtorek XXVI tygodnia okresu zwykłego

wspomnienie obowiązkowe świętych Aniołów Stróżów

Dzisiejsze czytania

(Wj 23, 20-23)
Tak mówi Pan: "Oto Ja posyłam anioła przed tobą, aby cię strzegł w czasie twojej drogi i doprowadził cię do miejsca, które ci wyznaczyłem. Szanuj go i bądź uważny na jego słowa. Nie sprzeciwiaj się mu w niczym, gdyż nie przebaczy waszych przewinień, bo imię moje jest w nim. Jeśli będziesz wiernie słuchał jego głosu i wykonywał to wszystko, co ci polecam, będę nieprzyjacielem twoich nieprzyjaciół i będę odnosił się wrogo do odnoszących się tak do ciebie. Mój anioł poprzedzi cię i zaprowadzi do Amoryty, Chetyty, Peryzzyty, Kananejczyka, Chiwwity, Jebuzyty, i Ja ich wygładzę".

(Ps 91, 1-2. 3-4. 5-6. 10-11)
REFREN: Aniołom kazał, aby strzegli ciebie

Kto się w opiekę oddał Najwyższemu
i mieszka w cieniu Wszechmocnego,
mówi do Pana: "Tyś moją ucieczką i twierdzą,
Boże mój, któremu ufam".

Bo On sam cię wyzwoli z sideł myśliwego
i od słowa niosącego zgubę.
Okryje cię swoimi piórami,
pod Jego skrzydła się schronisz.

Wierność Jego jest puklerzem i tarczą;
nie ulękniesz się strachu nocnego.
Ani strzały za dnia lecącej,
ani zarazy, co skrada się w mroku,
ani moru niszczącego w południe.

Nie przystąpi do ciebie niedola,
a cios nie dosięgnie twego namiotu.
Bo rozkazał swoim aniołom,
aby cię strzegli na wszystkich twych drogach.

(Ps 103, 21)
Błogosławcie Pana, wszyscy Jego aniołowie, wszyscy słudzy, pełniący Jego wolę.

(Mt 18, 1-5. 10)
W tym czasie uczniowie przystąpili do Jezusa z zapytaniem: "Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim?" On przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł: "Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje.Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych; albowiem powiadam wam: Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie".

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Obchodzimy dziś wspomnienie świętych Aniołów Stróżów; istot duchowych, które posłane przez Boga, nieustannie nam towarzyszą. Zwiastują nam wielką radość, że jesteśmy dziećmi Boga, otoczonymi przez Niego czujną opieką i pilnie strzeżonymi na wszystkich naszych drogach, także tych, które po ludzku wydają nam się nie do przejścia. On zaprasza nas, byśmy przychodzili do Niego jako Jego dzieci i przyjmowali dary, których nam udziela, przede wszystkim dar życia. Aniołowie, którzy nas strzegą, tego właśnie nas uczą: nie bój się, stań się jak najmniejszy, oddaj się Ojcu, a On cię poprowadzi, z pomocą duchów niebieskich, po wszystkich twoich drogach.

Małgorzata Konarska, "Oremus" październik 2007, s. 7-8

Do góry

 

DUCH MOCY

Duchu Święty, przyjdź z pomocą mojej słabości (Rz 8, 26)

Św. Paweł prosi Boga, aby wierzący dostąpili „wzmocnienia siły wewnętrznego człowieka przez Jego Ducha” (Ef 3, 16). Człowiek wewnętrzny jest nowym człowiekiem, odrodzonym przez chrzest; powinien rosnąć, rozwijać się; a jak jego narodzenie dokonało się mocą Ducha Świętego, tak też jego wzrost urzeczywistnia się Jego mocą. Człowiek wewnętrzny powinien być „wzmocniony”, utwierdzony, ożywiony przez Ducha Świętego, by doszedł do wieku doskonałego i do „pełnego poznania Chrystusa” (Ef 4, 13). Istotnie, cała działalność Ducha Świętego zmierza do ukształtowania doskonałego chrześcijanina, przybranego dziecka Bożego, podobnego „do obrazu Jego Syna, aby On był pierworodnym między wielu braćmi” (Rz 8, 29). Trzeba więc, aby wierzący pozwolił się uchwycić, posiąść Duchowi, by pozwolił się rozbić i odbudować według Jego upodobania. Sam Duch da mu moc odpowiedzieć zawsze „tak” na Jego natchnienia, zgodzić się zawsze na Jego wezwanie.

Jeżeli potrzeba odwagi, by za wszelką cenę być wiernym prawu Bożemu i znosić odważnie wszystkie utrapienia życia, to potrzeba jeszcze czegoś więcej, by odpowiedzieć na to działanie wewnętrzne Pocieszyciela i nie cofać się wobec doświadczeń, którymi On oczyszcza i umacnia tych, którzy się Jemu powierzają. Jest to nauczyciel słodki i miły, lecz zarazem wymagający, bo nie może doprowadzić chrześcijanina do pełni zgodności z Chrystusem, nie prowadząc go drogą krzyża, nie żądając od niego wszystkiego. Właśnie w tej dziedzinie człowiek duchowy doświadcza swojej słabości: poznaje, a niekiedy widzi jasno to, czego Bóg chce od niego, lecz nie ma dosyć siły, by całkowicie wypełnić Jego wolę. Stanowi to wielkie udręczenie dla tego, kogo ożywia dobra wola, lecz jest jeszcze niedojrzały. Trzeba prosić bardzo pokornie Ducha Świętego o pomoc, a równocześnie nie zaprzestawać osobistych wysiłków. Wysiłki powtarzane wytrwale są milczącą, lecz skuteczną prośbą o dar męstwa. W chwili stosownej Duch Święty przyjdzie, by swoją mocą umocnić to, co jest słabe i lękliwe.

  • Duchu Święty, przyjdź do mego serca; swoją mocą pociągnij je do siebie, Boga prawdziwego. Daj mi miłość bez bojaźni, strzeż mnie, Chryste, od wszelkiej złej myśli, ogrzej mnie i rozpal swoją najsłodszą miłością do tego stopnia, aby każde cierpienie wydało mi się lekkim, Święty mój Ojcze i słodki Panie, dopomóż mi teraz w każdej mojej czynności. O Chryste Miłości! Chryste Miłości! Miłości!...
    O Trójco wieczna, Ty jesteś światłością, daj duszy uczestniczyć w Twoim świetle. Ty jesteś ogniem, udziel jej ognia, a w tym ogniu Twoim zjednocz swoją wolę z jej wolą, a jej z Twoją. Ty jesteś mądrością, udziel jej mądrości, aby mogła rozróżniać i poznawać prawdę Twoją. Ty jesteś mocą, udziel jej męstwa, stanie się mężną, jeśli ani szatan, ani stworzenie nie potrafią odebrać jej tego męstwa bez jej zgody. A nie da swej zgody, gdy nosi szatę Twojej woli, bo tylko własna wola może ją osłabić. Ty jesteś nieskończony, czynisz ją nieskończoną, dzięki zgodności z Tobą, do jakiej ją doprowadziłeś przez łaskę w tym życiu pielgrzymim. A w życiu stałym, wiecznym, doprowadzisz ją do zgodności przez widzenie Ciebie. Tam zostanie doskonale uzgodniona z Tobą, a wolna wola będzie związana tak, by już nie mogła odłączyć się od Ciebie (św. Katarzyna ze Sieny).
  • O Duchu Święty, duszo mojej duszy, uwielbiam Cię. Oświecaj mnie, prowadź mnie, umocnij mnie, pocieszaj mnie, pouczaj mnie, co powinienem czynić, rozkazuj mi; obiecuję Ci być uległym w tym wszystkim, czego żądasz ode mnie, i przyjąć to wszystko, co dopuścisz, aby mnie spotkało (D. Mercier).
    O Duchu Święty... skrusz moją twardość wewnętrzną, niepokój, zamieszanie, nie pozwalające mi odpoczywać w Tobie!... Żądasz ode mnie śmiałej, słodkiej, prostej, spokojnej zgody na Twoją wolę, żądasz, abym pozwolił Ci działać i był bierny w Twoich rękach jak miękki wosk; abym nie niepokoił się ani nie dręczył, jak gdyby wszystko, co mnie spotyka, zależało ode mnie, a nie od Ciebie (L. de Grandmaison).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 259

Do góry

Książka na dziś

Modlitwy w trudnościach. Dla tych, którzy przeżywają kryzys w rodzinie

Modlitwy w trudnościach. Dla tych, którzy przeżywają kryzys w rodzinie

Większość osób deklaruje, że rodzina jest dla nich zarówno największą wartością, jak i pragnieniem. Jednocześnie tak wielu doświadcza w rodzinie cierpienia, niezrozumienia, krzywdy. Jak modlić się, gdy ktoś bliski nas zawiedzie? Jak wspólnie przejść przez trudności materialne, chorobę czy kłopoty wychowawcze?

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.

3 PAŹDZIERNIKA 2018

Środa XXVI tygodnia okresu zwykłego

wspomnienie dowolne błogosławionego Kolumbana Józefa Marmiona, prezbitera

Dzisiejsze czytania

(Hi 9, 1-12. 14-16)
Hiob tak odpowiedział swoim przyjaciołom: "Istotnie. Ja wiem, że tak jest. Jak człowiek może być przed Bogiem prawy? Gdyby się ktoś z nim prawował, nie odpowie raz jeden na tysiąc. Umysłem mądry, a potężny mocą. Któż Mu się sprzeciwi, a ocaleje? Przesunie On góry, choć one nie wiedzą, kto je wywraca w swym gniewie. On ziemię porusza w posadach, tak iż się trzęsą jej filary. Słońcu daje rozkaz, a ono nie wschodzi, na gwiazdy pieczęć nakłada. On sam rozciąga niebiosa, kroczy po morskich głębinach; On stworzył Niedźwiedzicę, Oriona, Plejady i Strefy Południa. On czyni cuda niezbadane, nikt nie zliczy Jego dziwów. Oto przechodzi, ale Go nie widzę, mija, ale Go nie dostrzegam. Porywa – któż Mu zabroni? Kto Mu powie: Co czynisz? Jakże ja zdołam z Nim mówić? Jakich dobiorę słów wobec Niego? Choć słuszność mam, nie odpowiem, a przecież błagać będę o litość. Jeśli zawołam, czy mi odpowie? Nie mam pewności, czy głos mój słyszy".

(Ps 88 (87), 10b-11. 12-13. 14-15)
REFREN: Moja modlitwa niech dotrze do Ciebie

Każdego dnia wołam do Ciebie, Panie,
ręce do Ciebie wyciągam.
Czy uczynisz cud dla umarłych?
Czy wstaną cienie, by wielbić Ciebie?

Czy to w grobach sławi się Twoją łaskę,
a wierność Twoją w miejscu zagłady?
Czy Twoje cuda widzi się w ciemnościach,
a sprawiedliwość w krainie zapomnienia?

A ja wołam do Ciebie, Panie,
niech nad ranem dotrze do Ciebie moja modlitwa.
Czemu odrzucasz mnie, Panie,
i ukrywasz swoje oblicze przede mną?

(Flp 3, 8b-9a)
Wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i w Nim się znalazł.

(Łk 9, 57-62)
Gdy Jezus z uczniami szedł drogą, ktoś powiedział do Niego: "Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz". Jezus mu odpowiedział: "Lisy mają nory i ptaki podniebne – gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł położyć". Do innego rzekł: "Pójdź za Mną". Ten zaś odpowiedział: "Panie, pozwól mi najpierw pójść pogrzebać mojego ojca". Odparł mu: "Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże". Jeszcze inny rzekł: "Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu". Jezus mu odpowiedział: "Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego".

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Wielu z nas, zanim podejmie ważne decyzje i rozpocznie nowy etap życia, chciałoby wpierw pożegnać przeszłość wraz z jej grzechami, smutkami i tęsknotami. Mamy iść dalej, a mimowolnie oglądamy się wstecz. Tymczasem Jezus w Ewangelii mówi po prostu: Pójdź za Mną. Nie używa słów zanim wpierw, lecz mówi: Pójdź za Mną; taki, jaki jesteś, i zostaw umarłym grzebanie ich umarłych. Zostaw to, co w tobie martwe, i chodź, a żyć będziesz. Ukażę ci przestrzenie, których się nie spodziewasz, i obdarzę cię pełnią życia.

Małgorzata Konarska, "Oremus" październik 2007, s. 11

Błogosławiony Kolumban Józef Marmion, prezbiter - urodził się 1 kwietnia 1858 roku w Dublinie, w Irlandii. Od najmłodszych lat otaczał szczególnym kultem Matkę Bożą. W 1874 roku wstąpił do seminarium diecezjalnego w Dublinie. Józef kontynuował naukę w kolegium Kongregacji Rozkrzewiania Wiary w Rzymie - ukończył ją z najlepszą oceną i złotym medalem. Tam też w dniu 16 czerwca 1881 roku przyjął święcenia kapłańskie. Został mianowany wykładowcą filozofii, greki i francuskiego w swoim dawnym seminarium (1882-1886). W listopadzie 1886 roku za zgodą biskupa wstąpił do benedyktyńskiego nowicjatu w pobliskim opactwie Maredsous. 10 lutego 1888 roku złożył śluby czasowe i przyjął zakonne imię Kolumban. 13 kwietnia 1899 roku Kolumban z niewielką grupą mnichów udał się do Lowanium, aby założyć tam klasztor Mont César. Wkrótce został mianowany jego przeorem. Kolumban odszedł po nagrodę nieba w dniu 30 stycznia 1923 roku.

Do góry

 

DUCH BOJAŹNI

Duchu Święty, naucz mnie bojaźni Pańskiej, początku i pełni mądrości (Syr 1, 11-16)

Dopóki człowiek żyje na ziemi, jest narażony na smutną możliwość popełnienia grzechu. Duch Święty, wraz z uszanowaniem Boga, jako następstwo tego udziela bojaźni przed obrażeniem Pana, Ojca najukochańszego, zasmuceniem Go, sprawieniem Mu przykrości. Jezus nie wykluczył tej świętej bojaźni z zażyłej modlitwy, jakiej uczył swoich uczniów, a nawet ją w niej zawarł: „i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zachowaj od złego” (Mt 6, 13). Nie można przypuszczać, że Bóg kusi człowieka, by go przywieść do grzechu, bo jak mówi św. Jakub, „Bóg... nikogo nie kusi” (1, 13). Bóg jednak dopuszcza próbę; nawet wiara, wymagając wierności, jako ciemna i trudna jest przyczyną doświadczenia. Są też pokusy pochodzące od namiętności, od świata i od Złego; według św. Mateusza oryginalny tekst „Ojcze nasz” mówi właściwie: „uwolnij nas od Złego”. Duch bojaźni, dar Ducha Świętego, pozbawia chrześcijanina wszelkiej zarozumiałości i poczucia samowystarczalności, czyni go pokornym, świadomym własnej słabości, uzmysławiając mu potrzebę uciekania się do pomocy Ojca niebieskiego nie tyle po to, aby został uwolniony od doświadczeń i pokus życiowych, ile po to, by otrzymał pomoc i nie sprzeniewierzył się wierności względem Boga, Jak bowiem nie lękać się, skoro na tym ziemskim wygnaniu grzech zawsze czyha na nas i zawsze istnieje dla nas niebezpieczeństwo utraty Boga i Jego miłości?

Bojaźń synowska nie jest jednak strachem ani smutkiem, bo nieustannie towarzyszy jej pełna ufność w Ojcu niebieskim. Objawia się raczej „stanowczą i mocną wolą, by nie dopuścić się niczego, co by było obrazą Boga”, choćby najmniejszą, i „nie zaniedbać tego, co się odnosi do Jego służby” (J.K.: N. II, 16, 14), dlatego prowadzi do szczególnej delikatności sumienia, której natchnieniem jest miłość.

Św. Teresa od Jezusa pisze: „Niechaj twoim pragnieniem będzie zobaczyć Boga; twoją bojaźnią stracić Go; cierpieniem twoim nie posiadać Go, radością zaś to wszystko, co cię prowadzi do Niego” (R. 69). Bojaźń synowska łączy się zawsze z pragnieniem i miłością Boga, bo wypływa z jednego Ducha miłości, to jest z Ducha Świętego.

  • Chociaż Ty, o Panie, udzielasz nam wielu łask i dajesz wielkie dowody miłości, nie możemy nigdy być tak pewni, by nie lękać się powtórnych upadków... Cóż więc innego możemy czynić, jeśli nie uciekać się do Ciebie i błagać Cię, aby nieprzyjaciele nasi nie wystawiali nas na pokuszenie? Gdyby nas kusili otwarcie, przy Twojej pomocy moglibyśmy się od nich uwolnić z łatwością. Lecz jak odkryć zasadzki nieprzyjaciela? O Boże mój, jak bardzo potrzebujemy Twojej pomocy! Panie, powiedz nam jakieś słowo, które przyniosłoby nam światło i bezpieczeństwo...
    Racz więc, o dobry nasz Mistrzu, pouczyć nas i dać nam jakiś środek pomocniczy, abyśmy mogli wyjść cało z walki tak niebezpiecznej! Oto ten środek... Ty sam podałeś go nam: miłość i bojaźń. Miłość sprawi, że będziemy przyspieszały kroku, bojaźń nauczy nas chodzić ostrożnie i oglądać się, gdzie stawić nogę, aby nie upaść (św. Teresa od Jezusa: Droga doskonałości 39, 4. 6; 40, 1).
  • Twoja bojaźń, o Panie, to chwała i chluba, wesele i korona radosnego uniesienia. Bojaźń Twoja zadowala serce, daje wesele, radość i długie życie. Temu, kto się Ciebie boi, Panie, dobrze będzie na końcu, a w dniu swej śmierci będzie błogosławiony.
    Początkiem mądrości jest bojaźń Twoja, Panie, pełnią mądrości to bać się Ciebie, bo Ty upoisz czcicieli swoich owocami swoimi... Koroną mądrości bojaźń Twoja, o Panie, ona daje pokój i czerstwe zdrowie... Korzeń mądrości to bać się Ciebie, o Panie...
    Kto zaufał Tobie, a został zawstydzony? Albo któż trwał w bojaźni Twojej i był opuszczony? Albo któż wzywał Cię, a Tyś nim wzgardził? Tak, Tyś, o Panie, jest litościwy i miłosierny, odpuszczasz grzechy i zbawiasz w czasie utrapienia... Którzy się Ciebie boją, o Panie, będą posłuszni Twoim słowom; miłujący Cię pójdą Twoimi drogami. Którzy się Ciebie boją, szukają Twojego upodobania, a miłujący Cię, w Prawie znajdą nasycenie. Którzy się Ciebie boją, przygotują swe serca i przed obliczem Twoim uniżają swe dusze. Rzucamy się w objęcia Twoje, Panie... Jaka bowiem jest wielkość Twoja, takie też i miłosierdzie (Mądrość Syracha 1, 11-20; 2, 10-11. 15-18).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 262

Do góry

Książka na dziś

Idę do I Komunii Świętej. Niezbędnik pierwszokomunijny

Idę do I Komunii Świętej. Niezbędnik pierwszokomunijny

Interaktywna książka dla dzieci pierwszokomunijnych, mówiąca o sprawach ważnych przystępnym, obrazowym językiem, wykorzystująca elementy zabawy – do uzupełniania, rozwiazywania, dopisywania. Zawiera również opowiadania o Drogowskazach

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.

4 PAŹDZERINIKA 2018

Czwartek XXVI tygodnia okresu zwykłego

wspomnienie świętego Franciszka z Asyżu

Dzisiejsze czytania

(Hi 19, 21-27)
Hiob powiedział: "Zlitujcie się, przyjaciele moi, zlitujcie, bo ręka Boga mnie dotknęła. Czemu, jak Bóg, mnie ścigacie? Nie syci was wygląd ciała? Oby me słowa zostały spisane, oby w księdze utrwalone! Żelaznym rylcem i ołowiem na skale wyryte na wieki! Lecz ja wiem: Wybawca mój żyje i jako ostatni stanie na ziemi. Potem me szczątki skórą przyodzieje, i ciałem swym Boga zobaczę. To właśnie ja Go zobaczę, moje oczy ujrzą, nie kto inny; moje nerki już mdleją z tęsknoty".

(Ps 27 (26), 7-8a. 8b-9c. 13-14)
REFREN: W krainie życia ujrzę dobroć Boga

Usłysz, Panie, kiedy głośno wołam,
zmiłuj się nade mną i mnie wysłuchaj.
O Tobie mówi serce moje:
"Szukaj Jego oblicza!"

Będę szukał oblicza Twego, Panie.
Nie zakrywaj przede mną swojej twarzy,
nie odtrącaj w gniewie Twego sługi.
Ty jesteś moją pomocą, więc mnie nie odrzucaj.

Wierzę, że będę oglądał dobra Pana
w krainie żyjących.
Oczekuj Pana, bądź mężny,
nabierz odwagi i oczekuj Pana.

(Mk 1, 15)
Bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię.

(Łk 10, 1-12)
Jezus wyznaczył jeszcze innych siedemdziesięciu dwu uczniów i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział też do nich: "Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie! Oto posyłam was jak owce między wilki. Nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie. Gdy wejdziecie do jakiegoś domu, najpierw mówcie: Pokój temu domowi. Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co będą mieli: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiegoś miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: Przybliżyło się do was królestwo Boże. Lecz jeśli do jakiegoś miasta wejdziecie, a nie przyjmą was, wyjdźcie na jego ulice i powiedzcie: Nawet proch, który z waszego miasta przylgnął nam do nóg, strząsamy wam. Wszakże to wiedzcie, że bliskie jest królestwo Boże. Powiadam wam: Sodomie lżej będzie w ów dzień niż temu miastu".

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Niektórzy postrzegają św. Franciszka z Asyżu (1181-1226) jako naiwnego świętego, wąchającego kwiatki i rozmawiającego ze zwierzętami. Z pewnością umiłowanie stworzenia było jedną z jego charakterystycznych cech, której jednak nie należy kojarzyć z naiwnością i infantylnością. Franciszek, podejmując decyzję życia z Bogiem, był gotów okupić ją wieloma trudami. A słysząc głos z krzyża: Idź i napraw mój Kościół , znalazł w sobie dość męskiej i chrześcijańskiej odwagi, aby te słowa przekuć na czyny. Oddawał chwałę Bogu, będąc Jego przejrzystym świadkiem. U niego tak było tak, nie, nie . To sprawiało, że głoszone przez niego królestwo Boże stawało się ludziom prawdziwie bliskie.

Małgorzata Konarska, "Oremus" październik 2007, s. 14-15

Do góry

 

DUCH POCIESZYCIEL

Duchu Święty, napój mnie sobą, abym cieszył się Twoimi owocami radości i pokoju (1 Kor 12, 13; Ga 5, 22)

Chrześcijanin doznaje radości i pokoju Ducha Świętego w tej mierze, w jakiej naprawdę ulega Jego działaniu nie stawiając Mu zgoła oporu. „Nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego” (Ef 4, 30), poleca prawie błagając Apostoł. Praca Ducha w sercu wierzącego jest tak delikatna, że trzeba wielkiej duchowej wnikliwości, by ją rozpoznać, Jego wewnętrzne słowo zaś tak subtelne i słodkie. Że można je zrozumieć tylko w skupieniu. Hałas, roztargnienia, ciekawość lub niepotrzebna gadanina, a także podniecenie wynikające z nieopanowania namiętności, tłumią ducha człowieka przeszkadzając mu przyjąć głos i światło Ducha Świętego. Utrudniają mu również odróżnienie prawdziwych natchnień od pobudek natury, od osobistych bodźców pochodzących często z pychy lub ducha stronniczego.

Duch nie sprzeciwia się nigdy sobie samemu. Jest On zawsze jeden i ten sam, „sprawca wszystkiego we wszystkich” (1 Kor 12, 6). Dlatego Jego natchnienia nigdy nie sprzeciwiają się Pismu świętemu, urzędowemu nauczaniu Hierarchii, nauce Kościoła, słowu papieża. Każdy dar lub charyzmat Ducha Świętego został dany „dla wspólnego dobra” (tamże 7), a zatem po to, aby jednoczyć, nie zaś dzielić, „Bóg bowiem nie jest Bogiem zamieszania, lecz pokoju” (tamże 14, 33). Dlatego ludzie nie tylko nie powinni zazdrościć darów jedni drugim, lecz wszyscy mają być ulegli władzy Kościoła. Antagonizmy między braćmi lub między wiernymi a Hierarchią nie pochodzą z natchnienia Ducha Świętego. Ś w. Teresa, ubogacona charyzmatami, zawsze poddawała je kontroli Kościoła. Twierdzi, że dusza „niezachwianie utwierdzona w prawdzie... chociażby niebo ujrzała nad sobą otwarte, nie pozwoli się odwieść od jednego najmniejszego punktu nauki Kościoła” (Ż. 25, 12).

Tylko w takiej perspektywie wierzący może zaufać wewnętrznemu przewodnictwu Ducha, nie lękając się błędu. I tylko w ten sposób może, jak pierwsi uczniowie, zostać „napełniony weselem i Duchem Świętym” (Dz 13, 52), może pomagać dobru wspólnoty i współdziałać, aby Kościół postępował „pełen pociechy Ducha Świętego” (Dz 9,31).

  • O Duchu Święty, jesteś obecny we wszystkich rzeczach w sposób niematerialny, bez kształtu, bez zmiany. Nie przestajesz trwać w nich w sposób niewysłowiony, panując razem z Ojcem i rozlewając się wszędzie, i wszystko ogarniając, i we wszystkich rzeczach mieszkając oddzielny, wnikasz w nasze myśli i w byty dla nas niewidzialne, i wszystko badasz, chociaż wszystko znasz, i bez głosu dajesz się słyszeć, i słuchasz dusz, które wewnętrznie wołają w milczeniu, i nad wszystkimi we wszystkim natychmiast się litujesz, umacniasz je i udzielasz niewysłowionej radości wszystkim bytom, gdziekolwiek są.
    Ty ogarniasz całokształt tego wszechświata i wszystkie stworzenia masz pod sobą, oświecasz je boskim światłem i obsypujesz dobrodziejstwami dzięki swojemu działaniu i dobroci (Dydym Ślepiec).
  • Wszechmogący Duchu Pocieszycielu, najłaskawszy pocieszycielu strapionych, przeniknij wnętrze mojego serca swoją potężną mocą; blaskiem swojej jaśniejącej światłości rozraduj, o litościwy gościu, każdy ciemny zakątek mojej duszy i nawiedzając ją, użyźnij obfitością swojej rosy to, co długa posucha osłabiła i zniszczyła... Ugaś moje pragnienie w potoku Twojej miłości, abym niczego już nie chciał kosztować z marnych słodyczy świata... Naucz mnie wypełniać Twoją wolę. Ty bowiem jesteś Bogiem moim...
    Szczęśliwy ten, kto zasługuje na to, by Cię gościć! Przez Ciebie zakładają swoje mieszkanie w nim Ojciec z Synem. Przyjdź więc, najłaskawszy Pocieszycielu duszy udręczonej, pomocy w utrapieniach. Przyjdź, Ty, co oczyszczasz z grzechu i leczysz rany. Przyjdź, mocy ułomnych, podporo tych, co upadają; przyjdź, nauczycielu pokornych, Ty, co uniżasz do ziemi pysznych. Przyjdź, słodki ojcze sierot, litościwy obrońco wdów. Przyjdź, nadziejo ubogich, orzeźwienie słabnących.
    Przyjdź, gwiazdo żeglarzy, porcie rozbitków. Przyjdź, szczególna ozdobo każdego żyjącego, jedyne zbawienie umierających (św. Anzelm).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 265

Do góry

Książka na dziś

„Modlić się z Jezusem. Modlitwy Dzieci Bożych

Modlić się z Jezusem. Modlitwy Dzieci Bożych

Modlitwy Dzieci Bożych to seria sympatycznych, pełnych radości książeczek kierowanych do dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym. To piękne modlitewniki pomagające małym chrześcijanom wielbić naszego Tatę w niebie.

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.

5 PAŹDZIERNIKA 2018

Piątek XXVI tygodnia okresu zwykłego

wspomnienie obowiązkowe świętej Faustyny Kowalskiej, dziewicy

Dzisiejsze czytania

(Oz 2, 16b. 17. 21-22)
Tak mówi Pan: "Na pustynię chcę ją wyprowadzić i mówić do jej serca. I będzie mi tam uległa jak za dni swej młodości, gdy wychodziła z egipskiego kraju. Oddam jej znowu winnice, dolinę Akor uczynię bramą nadziei. I poślubię cię sobie na wieki, poślubię przez sprawiedliwość i prawo, przez miłość i miłosierdzie. Poślubię cię sobie przez wierność, a poznasz Pana".

(Ps 103 (102), 1-2. 3-4. 8-9. 11-12)
REFREN: Pan jest łaskawy, pełen miłosierdzia

Błogosław, duszo moja, Pana,
i wszystko, co jest we mnie, święte Imię Jego.
Błogosław, duszo moja, Pana,
i nie zapominaj o wszystkich Jego dobrodziejstwach.

On odpuszcza wszystkie twoje winy
i leczy wszystkie choroby.
On twoje życie ratuje od zguby,
obdarza cię łaską i zmiłowaniem.

Miłosierny jest Pan i łaskawy,
nieskory do gniewu i bardzo cierpliwy.
Nie zapamiętuje się w sporze,
nie płonie gniewem na wieki.

Bo jak wysoko niebo wznosi się nad ziemią,
tak wielka jest łaska dla Jego czcicieli.
Jak odległy jest wschód od zachodu,
tak daleko odsunął nasze winy.

(Ef 3, 8-12, 14-19)
Bracia, mnie zgoła najmniejszemu ze wszystkich świętych, została dana ta łaska: ogłosić poganom jako Dobrą Nowinę niezgłębione bogactwo Chrystusa i wydobyć na światło, czym jest wykonanie tajemniczego planu, ukrytego przed wiekami w Bogu, Stwórcy wszechrzeczy. Przez to teraz wieloraka w przejawach mądrość Boga poprzez Kościół stanie się jawna Zwierzchnościom i Władzom na wyżynach niebieskich, zgodnie z planem wieków, jaki powziął Bóg w Chrystusie Jezusie, Panu naszym. W Nim mamy śmiały przystęp do Ojca z ufnością dzięki wierze w Niego. Dlatego zginam kolana moje przed Ojcem, od którego bierze nazwę wszelki ród na niebie i na ziemi, aby według bogactwa swej chwały sprawił w was przez Ducha swego wzmocnienie siły wewnętrznego człowieka. Niech Chrystus zamieszka przez wiarę w waszych sercach; abyście w miłości wkorzenieni i ugruntowani, wraz ze wszystkimi świętymi zdołali ogarnąć duchem, czym jest Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość, i poznać miłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę, abyście napełnieni zostali całą Pełnią Bożą.

Aklamacja
Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem.

(J 19, 31-37)
Ponieważ był to dzień Przygotowania, aby zatem ciała nie pozostawały na krzyżu w szabat, ów bowiem dzień szabatu był wielkim świętem, Żydzi prosili Piłata, aby ukrzyżowanym połamano golenie i usunięto ich ciała. Przyszli więc żołnierze i połamali golenie tak pierwszemu, jak i drugiemu, którzy z Nim byli ukrzyżowani. Lecz gdy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że on już umarł, nie łamali Mu goleni, tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda. Zaświadczył to ten, który widział, a świadectwo jego jest prawdziwe. On wie, że mówi prawdę, abyście i wy wierzyli. Stało się to bowiem, aby się wypełniło Pismo: Kości Jego nie będą łamane. I znowu na innym miejscu mówi Pismo: Będą patrzeć na tego, którego przebodli.

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Święta Faustyna, którą dziś wspominamy, prosta kobieta, nikomu nie znana zakonnica; należy dziś do grona najbardziej czczonych świętych. Wychowana w ubóstwie, niewykształcona (nawet nie znała zasad ortografii), od dzieciństwa ciężko pracowała. Wydawałoby się, że mając bardzo trudne życie, powinna narzekać i powątpiewać w moc Boga; jak mieszkańcy Kafarnaum czy Korozain z dzisiejszej Ewangelii. A mimo to właśnie ona obwieściła światu prawdę o Bożym miłosierdziu. Swoje mistyczne przeżycia zapisywała w Dzienniczku. Od niektórych spowiedników słyszała, że Pan Jezus nie rozmawia z duszami tak nędznymi. Jednak przeszkody jej nie zrażały, trwała przy Bogu. Zmarła na gruźlicę, po ciężkich i długich cierpieniach w 1938 roku.

Małgorzata Konarska, "Oremus" październik 2007, s. 20-21

Do góry

 

BŁOGOSŁAWIENI UBODZY

Panie, udziel mi łaski, abym nie gromadził sobie skarbów na ziemi-, lecz w niebie (Mt 6, 19. 20)

Ubodzy, których Jezus chwali, to nie próżniacy, niezdarni lub leniwi, lecz ci, którzy pracując, by poprawić w sposób dozwolony swój los, nie pragną jednak zysku i bogactw i nie pokładają w nich swojego skarbu, zapominając o wyższych dobrach, jakie ich czekają. Kiedy zaś Jezus, jakby odwracając błogosławieństwa, powiedział: „Biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą” (Łk 6, 24), to nie potępił dóbr materialnych, lecz nieuporządkowane, niesprawiedliwe posiadanie i używanie pogrążające serce człowieka w jedynej trosce o dobra ziemskie i zamykające go na pragnienie Boga i miłość względem potrzebujących. Taka jest właśnie smutna historia bogacza, który świetnie bawiąc się nie pomyślał nawet o ubogim Łazarzu, żebraku u jego oramy (Łk 16, 19-31).

Jezus żąda od wszystkich swoich uczniów — czy mają mało, czy też wiele — aby byli „ubodzy duchem”, aby troska wskutek braku środków lub przywiązanie do bogactw nie stały się nigdy przeszkodą w szukaniu Boga, nie opóźniały przyjaźni z Nim, nie obciążały serca zbytnimi troskami o materialny dobrobyt. Dlatego Kościół upomina wszystkie swoje dzieci, aby „zachowywały w działalności doczesnej należny porządek, przez wierność Chrystusowi i Jego Ewangelii, tak by całe ich życie, zarówno osobiste, jak i społeczne, przepajał duch ośmiu błogosławieństw, a szczególnie ubóstwa” (KDK 72).

Lecz Jezus żąda od wszystkich także ubóstwa wyższego, które jest oderwaniem od dóbr moralnych, a nawet duchowych. Kto rości sobie prawo do czci i poszanowania od stworzeń, kto jest przywiązany do własnej woli, własnych zapatrywań lub zbyt kocha własną niezależność, kto szuka w Bogu rozkoszy i pociech duchowych, ten nie jest ubogim w duchu, lecz bogatym posiadaczem siebie samego. „Jeśli chcesz być doskonałym — zachęca św. Jan od Krzyża — sprzedaj swoją wolę... idź za Chrystusem w łagodności i pokorze aż na Kalwarię i do grobu” (P.d. 7). Nie jest to więcej, niż żądał Pan: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Mt 16, 24).

  • O Panie, spraw, abym zrozumiał, jak wielki pokój i bezpieczeństwo posiada serce, które nie pragnie żadnej rzeczy na tym świecie. Istotnie, jeśli serce moje pragnie otrzymać dobra doczesne, nie może być ani spokojne, ani bezpieczne, stara się bowiem posiadać to, czego nie ma lub nie stracić tego, co posiada. Gdy w przeciwnościach spodziewa się powodzenia, to w powodzeniu lęka się przeciwności i nawałnica lęków rzuca nim nieustannie tu albo tam. Lecz jeśli Ty, o Boże, udzielisz łaski mojej duszy, aby przywiązała się mocno do pragnienia ojczyzny niebieskiej, będzie mniej wzburzona wskutek zamieszania pochodzącego od rzeczy doczesnych. Spraw, aby we wszelkich niepokojach zewnętrznych chroniła się ona w tym swoim pragnieniu jak w najgłębszym ukryciu, przywiązywała się do niego nie pozwalając się z niego usunąć, by wznosiła się ponad wszystkie rzeczy zmienne i w ciszy swojego pokoju niech pozostaje w świecie i poza światem (św. Grzegorz Wielki).
  • O Jezu, pierwszym Twoim towarzyszem na ziemi było ubóstwo dobrowolne, nieustanne, doskonałe, najwyższe... Chciałeś żyć i być ubogim we wszystkich rzeczach doczesnych... Ze wszystkich rzeczy tego świata raczyłeś przyjąć tylko ostateczną nędzę, braki, głód i pragnienie, zimno i gorąco, wielki trud, twardość i surowość. Chciałeś żyć jako ubogi u krewnych i przyjaciół, ubogi we wszelką miłość doczesną... na koniec ogołociłeś się z siebie samego; stałeś się ubogim w swoją moc i mądrość oraz chwałę. Boże nie stworzony i uczłowieczony, Boże wcielony i umęczony, raczyłeś ukazać się i żyć na tym świecie jak człowiek ubogi, bez żadnej potęgi, skończony i najniższy, bez chwały, pozbawiony wszelkiej mądrości ludzkiej. O niedocenione ubóstwo! O ubóstwo wygnane... z tego świata przez ludzi wszelkiego stanu! Gdzie można znaleźć człowieka, który by mógł się chlubić, że należy do tak doskonałego towarzystwa? Szczęśliwy ten człowiek, który pokutując może doznawać radości w tym towarzystwie, od chwili gdy Ty, o Chryste, raczyłeś przyjąć na siebie ubóstwo jako środek nauczania (bł. Aniela z Foligno).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 269

Do góry

Książka na dziś

Jesteśmy synami Króla. O mocy Ducha, jedności i Głosie na Pustyni

Jesteśmy synami Króla. O mocy Ducha, jedności i Głosie na Pustyni

Karol Sobczyk

Jesteśmy dziś świadkami wielkich Bożych cudów, a Duch Święty działa w świecie jak za czasów pierwszych apostołów. Czy ponowne przyjście Chrystusa jest naprawdę blisko? Zdaniem Karola Sobczyka, lidera znanej krakowskiej wspólnoty Głos na Pustyni, żyjemy w czasach niezwykłych.

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.

6 PAŹDZIERNIKA 2018

Sobota XXVI tygodnia okresu zwykłego

wspomnienie dowolne św. Brunona Kartuza, opata

Dzisiejsze czytania

(Hi 42, 1-3. 5-6. 12-17)
Hiob odpowiedział Panu: "Wiem, że Ty wszystko możesz, co zamyślasz, potrafisz uczynić. Kto przysłoni plan nierozumnie? O rzeczach wzniosłych mówiłem. To zbyt cudowne. Ja nie rozumiem. Dotąd Cię znałem ze słyszenia, teraz ujrzało Cię moje oko, dlatego odwołuję, co powiedziałem, kajam się w prochu i w popiele". Potem Pan błogosławił Hiobowi, tak że miał czternaście tysięcy owiec, sześć tysięcy wielbłądów, tysiąc jarzm wołów i tysiąc oślic. Miał jeszcze siedmiu synów i trzy córki. Pierwszą nazwał Gołębicą, drugą – Kasją, a trzecią – Rogiem-z-kremem-do-powiek. Nie było w całym kraju kobiet tak pięknych jak córki Hioba. Dał im też ojciec dziedzictwo między braćmi. I żył jeszcze Hiob sto czterdzieści lat, i widział swych synów i wnuków – cztery pokolenia. Umarł Hiob stary i w pełni dni.

(Ps 119 (118), 66 i 71. 75 i 91. 125 i 130)
REFREN: Okaż swym sługom pogodne oblicze

Naucz mnie trafnego sądu i umiejętności,
bo ufam Twoim przykazaniom.
Dobrze to dla mnie, że mnie poniżyłeś,
bym się nauczył Twoich ustaw.

Wiem, Panie, że sprawiedliwe są Twoje wyroki,
że dotknąłeś mnie słusznie.
Wszystko trwa do dzisiaj według Twych wyroków,
bo wszelkie rzeczy Ci służą.

Jestem Twoim sługą, daj, abym zrozumiał
i poznał Twoje napomnienia.
Poznanie Twoich słów oświeca
i naucza niedoświadczonych.

(Mt 11, 25)
Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że tajemnice królestwa objawiłeś prostaczkom.

(Łk 10, 17-24)
Wróciło siedemdziesięciu dwóch z radością, mówiąc: "Panie, przez wzgląd na Twoje imię nawet złe duchy nam się poddają". Wtedy rzekł do nich: "Widziałem Szatana, który spadł z nieba jak błyskawica. Oto dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach, i po całej potędze przeciwnika, a nic wam nie zaszkodzi. Jednakże nie z tego się cieszcie, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie". W tej to chwili rozradował się Jezus w Duchu Świętym i rzekł: "Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Ojciec mój przekazał Mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić". Potem zwrócił się do samych uczniów i rzekł: "Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. Bo powiadam wam: Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i usłyszeć, co słyszycie, a nie usłyszeli".

Do góry

Rozważania do czytań

Ewangeliarz OP

Do góry

Oremus

Nie cieszcie się z tego, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie. (...) Wysławiam Cię, Ojcze, (...) że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Te słowa Pan kieruje do uczniów powracających z misji. Także do nas, którzy przychodzimy na spotkanie z Nim Eucharystii, zdaje się mówić: Nie cieszcie się z tego, że odnosicie sukcesy, że ludzie was podziwiają, ale z tego się cieszcie, że możecie dzięki Mnie zamieszkać w sercu Boga, mieć udział w życiu Ojca, Syna i Ducha Świętego. To właśnie jest niebo. Ono jest przestrzenią życia ludzi prostego serca, którzy pragną bliskości Boga i ufnie Go wyczekują.

Małgorzata Konarska, "Oremus" październik 2007, s. 25

Święty Brunon Kartuz, opat - urodził się w Kolonii około 1030 r. Pochodził ze znakomitej rodziny. Około roku 1055 przyjął święcenia kapłańskie. W rok potem powołał go do siebie biskup Reims, by prowadził szkołę katedralną. Pozostał tu 20 lat. W roku 1075 arcybiskup Reims mianował Brunona swoim kanclerzem. Kiedy Brunon wystąpił przeciw niemu z powodu symonii, stracił urząd, majątek i musiał opuścić miasto. W towarzystwie 8 uczniów udał się do Grenoble. Miejscowy biskup oddał mu w posiadanie odległą od Grenoble o 24 kilometry pustelnię, zwaną Kartuzją. Tutaj w roku 1084 Bruno urządził sobie mieszkanie. Zbudowano również skromny kościółek. Klasztor niebawem tak się rozrósł, że otrzymał nazwę "Wielkiej Kartuzji". Osada ta stała się kolebką nowego zakonu - kartuzów. W 1090 r. Bruno został wezwany do Rzymu przez swojego dawnego ucznia - papieża bł. Urbana II - na doradcę. Bruno zabrał ze sobą kilku towarzyszy i z nimi zamieszkał przy kościele św. Cyriaka. Bruno musiał uciekać z Rzymu przed antypapieżem. Założył nową kartuzję w Kalabri. Zmarł 6 października 1101 r.

Do góry

 

BŁOGOSŁAWIENI UCIŚNIENI

Jeśli współcierpimy z Tobą, o Chryste, wespół z Tobą żyć i królować będziemy (2 Tm 2, 11-12)

Kiedy utrapienia fizyczne lub moralne dręczą człowieka i niemal więzią go w położeniu bez wyjścia, niełatwo wierzyć w błogosławieństwo, które ogłosił Pan. Cierpienie jednak kryje zawsze tajemnicę życia i zbawienia. „Którzy we łzach sieją, żąć będą w radości — mówi psalm. — Kto postępuje naprzód, wśród płaczu niosąc ziarno na zasiew, z powrotem przyjdzie wśród radości przynosząc swoje snopy” (Ps 126, 5-6). Jak ziarno musi obumrzeć w ziemi, aby dać życie nowym kłosom, tak człowiek musi być zmiażdżony w cierpieniu, by przynieść owoce radości wiecznej. Lecz pociechy należy oczekiwać i spodziewać się tylko od Boga. Trzeba Go oczekiwać. Jedynego, który zbawia i przemienia płacz w prawdziwą radość. Trzeba mieć odwagę podjąć krzyż nie tylko z rezygnacją, lecz także z miłością, ze stanowczą wolą, by iść za cierpiącym Jezusem aż na Kalwarię, aż do grobu, bo tylko ze śmierci może wyróść zmartwychwstanie. A trzeba to czynić sercem poszerzonym przez miłość, która przyjmuje cierpienie i śmierć, również za zmartwychwstanie braci. Wówczas zrozumie się, dlaczego św. Paweł powiedział: „Pełen jestem pociechy, opływam w radość w każdym ucisku” (2 Kor 7, 4). A dla tego, kto umie cierpieć z Chrystusem za zbawienie świata, błogosławieństwo cierpienia zaczyna się sprawdzać tutaj na ziemi.

Lecz dla tych, którzy miłują Boga, istnieją jeszcze inne powody do płaczu. Są to np. palące łzy św. Augustyna, który nie przestaje się Żalić: „Późno Cię pokochałem, Piękności, tak dawna a tak nowa, późno Cię pokochałem” (Wyznania X, 27, 38). Są to łzy Magdaleny pokutującej i Piotra opłakującego swój błąd. Są to łzy tego, kto chociaż miłuje szczerze Boga, musi każdego dnia wyrzucać sobie jakąś słabość czy niewierność; te święte łzy skruchy, dar Ducha Świętego, oczyszczają z grzechu i jednoczą z Bogiem. I jeszcze łzy za wszelkie zło, które szerząc się na świecie pochłania tyle ofiar, gubi tylu niewinnych, odciąga od wiary, uciska Kościół, obraża Boga. Również te łzy, które towarzyszą łzom Chrystusa nad Jerozolimą i Jego konaniu w ogrodzie Getsemani, zostaną otarte, kto bowiem cierpi z Chrystusem, będzie z Nim uwielbiony (Rz 8, 17).

  • Boże mój, oto jestem przed Tobą, nędzny, mały, ogołocony ze wszystkiego. Jestem niczym, nic nie posiadam i nic nie mogę... Ty jesteś moim wszystkim, moim bogactwem.
    Boże mój, dziękuję Ci, że chciałeś, abym był niczym w obliczu Twoim... Dzięki Ci za złudzenia, niesprawiedliwości, upokorzenia. Uznaję, że były mi potrzebne. O Boże mój, bądź błogosławiony, kiedy mnie doświadczasz. Wyniszczaj mnie coraz więcej. Obym był w budowie nie jako kamień obrobiony i wygładzony ręką artysty, lecz jako ziarnko ciemnego piasku, wzięte z prochu drogi.
    Boże mój, dziękuję Ci, że pozwoliłeś mi przewidzieć słodycz Twoich pociech. Dziękuję Ci, żeś mnie ich pozbawił. Nie opłakuję niczego, jedynie to, że nie dosyć Cię umiłowałem. I pragnę jedynie tego, by spełniła się Twoja wola. O Jezu, ręka Twoja jest słodka, nawet wówczas gdy doświadczenie sięga szczytu. Obym został ukrzyżowany, lecz ukrzyżowany dla Ciebie (Generał de Sonis).
  • Ty, o Panie, pocieszyłeś mnie w smutku. Istotnie, tylko ten szuka pociechy, kto znajduje się w nędzy... Tu, niestety, jest kraj zgorszenia, pokus, wszelkiego zła; lecz jeśli tutaj doznajemy ucisku, zasłużymy sobie na radość tam w górze; jeśli tutaj cierpimy, zasłużymy sobie na pociechę, tam w górze... Tu jest kraina umarłych. Znika kraina umarłych, przychodzi ziemia żyjących. W krainie umarłych panuje trud, cierpienie, strach, ból, pokusa, jęki i wzdychania. Tutaj ludzie szczęśliwi są z pozoru, a nieszczęśliwi w rzeczywistości, tutaj bowiem, na ziemi, złudną jest szczęśliwość, a prawdziwą nędza. Lecz uznając, że teraz jestem pogrążony w prawdziwej nędzy, potem doznam prawdziwej szczęśliwości. I właśnie dlatego, że teraz jestem nędzny, słucham Ciebie, o Panie, gdy mówisz: „Błogosławieni, którzy płaczą!”
    Tak, prawdziwie szczęśliwi ci, którzy płaczą! Nic nie jest tak blisko nędzy jak płacz; nic tak dalekiego i przeciwnego nędzy jak szczęśliwość; a jednak Ty mówisz o płaczących i nazywasz ich szczęśliwymi... Lecz dlaczego są szczęśliwymi? Dlatego, że mają nadzieję. Dlaczego więc płaczą? Płaczą dlatego, że są tym, czym są teraz. Spraw, o Panie, abym płakał w tym życiu śmiertelnym, w utrapieniach obecnego życia, w czasie mego wygnania; lecz ponieważ uznaję, że jestem pogrążony w takich nędzach i płaczę z tego powodu, spraw, abym był szczęśliwy (św. Augustyn).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 272

Do góry

Książka na dziś

Źródła sporu o Amoris laetitia

Źródła sporu o Amoris laetitia

Jarosław Kupczak OP

Z wielkim napięciem oczekiwano na publikację adhortacji Amoris laetitia. Liczono na to, że papież Franciszek zajmie jasne stanowisko w kwestiach najbardziej kontrowersyjnych, jak stosunek do osób rozwiedzionych żyjących w nowych związkach oraz do osób homoseksualnych.

Książka do nabycia w Księgarni Mateusza.